|
|
||||
|
O niepojętym Miłosierdziu Bożym będę śpiewać na wieki przed wszystkim ludem napisała św. s. Faustyna Kowalska w swoim „Dzienniczku”. Po 100 latach od jej urodzin przeczytał go muzyk i kompozytor Zbigniew Małkowicz. Przeczytał, zachwycił się, przemodlił i napisał muzykę do jego fragmentów. W ten sposób powstało Pop-oratorium "Miłosierdzie Boże". Nie mógłbym pominąć tego wydarzenia i nie napisać o nim chociażby paru
słów, bo po raz kolejny w ramach obchodu
jubileuszu 100-lecia parafii Trójcowo, mogliśmy doznać wielkich
wzruszeń. Tym razem w dwóch dniach 16 i 17 marca b.r. miała miejsce w
kościele Św. Trójcy amerykańska premiera Pop-oratorium „Miłosierdzie
Boże. Organizatorzy koncertu, jak sami piszą o swoich intencjach, przygotowywali go przede wszystkim z myślą o tych, którym współczesna cywilizacja narzuca szybkie tempo życia, nie pozwalając na chwilę refleksji. Miał on też być przeciwwagą dla współczesnej kultury masowej: "Reality Show", czy lansowanej w telewizji rozwiązłości, nienawiści i agresji. Współczesny świat potrzebuje miłosierdzia, łączącego stworzenie ze Stwórcą. Myślę, że tylko miłosierna miłość Boga może uratować Polaków z trudnej sytuacji ekonomicznej i zawirowań politycznych – mówi Zbigniew Małkowicz. O tej pięknej kompozycji napisano już morze słów, więc pozwólcie, że
posłużę się tekstem Ewy Johnsson, zamieszczonym na internetowej stronie
Oratorium. "Orędzie Miłosierdzia, które Jezus przekazał ludzkości poprzez św.
Siostrę Faustynę, wieloma sposobami dociera do najdalszych zakątków
świata. Pop - oratorium jest formą ewangelizacji trafiającą do serc
wierzących i niewierzących, małych i dużych, pokornych i niepokornych,
do wszystkich. Największa tajemnica naszej wiary, jaką jest miłosierna
miłość Boga do każdego człowieka, jest mało popularna w świecie
komercji, szybkiej konsumpcji i kultu wartości materialnych. Oratorium
stanowi więc próbę przedstawienia i przypomnienia słuchaczom głęboko
humanistycznego wzorca ludzkiej egzystencji, opierającej się na
wartościach dobra, prawdy i piękna. W dzisiejszych czasach zmienności
trwałych wartości, zagubiony w odmętach cywilizacji człowiek, który
poszukuje stabilizacji i punktu odniesienia, właśnie w tym wzorcu może
znaleźć oparcie i odpowiedzi na podstawowe pytania, związane z
uzasadnieniem swojego istnienia. Tomasz Mann w swoich Esejach zamieścił
takie oto słowa: „Im bardziej ograniczone zainteresowania współczesne
trzymają umysły w napięciu, zacieśniają je i ujarzmiają, tym pilniejsza
staje się potrzeba, żeby przywrócić im wolność przez ogólne i wyższe
zainteresowanie tym, co czysto ludzkie i wyższe ponad oddziaływanie
czasu, oraz żeby rozbity przez politykę świat zjednoczyć pod sztandarami
prawdy i piękna”. (T. Mann: Eseje,Warszawa 1964.) Po jednym koncercie w Rzeszowie Zbigniew Małkowicz powiedział: Kiedy mężczyzna jest po 40-tce, kiedy ma już ułożone sprawy osobiste i rodzinne, to powinien zrobić coś na własny rachunek. A że w jego sercu była potrzeba śpiewania o Bogu i jego dziele, to mówi Czułem, że jeśli nie podejmę tego poruszenia ku tej muzyce teraz, to kiedyś zostanę z tego rozliczony. Ale nie myślcie, że łatwo było kompozytorowi zrealizować swoje
zamierzenia. Ewa Johnsson nie od rzeczy wspomina o pewnych
przeciwnościach losu, jakie dotknęły kompozytora. Gdy na przykład, po
miesięcznej pracy, już prawie skończył przygotowanie prezentacji na
komputerze, wszystkie dane zniknęły. Fachowcy próbowali je bezskutecznie
odzyskać. Kompozytor wziął się od nowa do programowania, a gdy skończył,
udało się też odzyskać zagubione pliki. Później pojawiały się również
problemy podczas pierwszych prób, trudności z doborem
artystów-wolontariuszy, kłopoty ze współpracą w zespole, problemy
organizacyjne, czy finansowe. Niepokój kompozytora był tak wielki, że
odczuwał wręcz ból fizyczny. W jednym ze swoich wywiadów Zb. Małkowicz
wyznaje: Nagle znalazłem w domu na środku dywanu małą karteczkę, którą
dostałem przy spowiedzi w Łagiewnikach (w Krakowie – mój dop.). Nie
pamiętam dokładnie tych słów, ale treść była mniej więcej taka: Zostałeś
stworzony do szczególnego zadania. Pan Bóg wzywa Cię po imieniu. To
utwierdziło mnie w wierze i podniosło na duchu. A Zbigniew Małkowicz dodaje: Mamy także świadectwo, że po wysłuchaniu Oratorium pogodziły się dwie siostry, które nie rozmawiały ze sobą od lat. Piękne jest to, że ludzie dzwonią do nas i mówią, że słuchają. Jest także wiele osób, których nie znamy, a które włączyły się w propagowanie Oratorium. W tych wydarzeniach odczuwamy działanie Opatrzności Bożej. A jak będzie z nami po amerykańskiej premierze Pop-oratorium w kościele Św. Trójcy? Sądząc po reakcji publiczności, wielu z nas ten koncert dostarczył pięknych przeżyć i uniesień. Śpiewaliśmy razem z artystami, ba, śpiewał nawet ks. prob. Paweł Bandurski i wszyscy gorąco oklaskiwaliśmy artystów. Oklaskiwaliśmy ich tak mocno, że bisowali dla nas parokrotnie. Pozostaje mieć nadzieję, że te słowa i myśli zawarte w „Oratorium” i wzruszenia, jakich doznaliśmy, sprawią, że staniemy się lepszymi ludźmi i to nie tylko na czas najbliższych Świąt Wielkanocnych. Jerzy Pasternak (fotoreporter "SZIKagowianka") W materiale wykorzystałem informacje zamieszczone na internetowych stronach „Oratorium” i Trójcowa, oraz w chicagowskim informatorze o „Oratorium”. |