|
|
||||||
|
Marku, dzisiaj wraz z innymi wykonawcami zaśpiewałeś wiele pieśni w „Pop-oratorium” Zbigniewa Małkowicza. Jak przygotowywałeś się do tego koncertu?
Ponad dwa lata temu Zbyszek Małkowicz przyjechał do mnie z keyboardem do Wrocławia gdzie uczę w szkole jazzowej i zaprezentował mi utwory Oratorium pytając czy zechciałbym w nim zaśpiewać. Zareagowałem na to niezwykle entuzjastycznie. Zgodność prostego, ale o bardzo głębokim przesłaniu tekstu z dzienniczka Św. Siostry Faustyny z napisaną przez Zbyszka piękną muzyką, spowodowała, że zapragnąłem wziąć w tym udział. Wspólnie ustaliliśmy, które z nich będę wykonywał solo, a które wraz z innymi. W dwóch utworach zaproponowałem coś, co wykraczało poza kompozycję, w jednym „O Mój Jezu” wprowadziłem improwizowaną wokalizę a w drugim nawoływanie, śpiewając z publicznością „Dzięki Ci Boże…”
No właśnie, publiczność zgromadzona w kościele Trójcy Św. niezwykle ochoczo przyłączała się do Was artystów, czy to śpiewając z Wami, czy klaszcząc rytmicznie. Jak dzisiaj postrzegasz chicagowską Polonię?
Do tej pory raczej przemykałem przez Chicago i kojarzyłem je z zimnym wiatrem. Teraz, dzięki słońcu, które wreszcie zaświeciło i ludziom, którzy tak licznie przyszli na „Oratorium”, na nowo odkryłem Chicago i również chicagowską Polonię. To, że wszyscy byli razem z nami, że byli tak poruszeni było również modlitwą i świadectwem ich wiary. Nie jest ono tylko sprawą osobistą, ale też pewnym narodowym napiętnowaniem przetrwania polskiego narodu w pożogach. W tych najtrudniejszych chwilach naród zawsze zwracał się do Pan Jezusa, do Maryi i słychać to w naszych pieśniach religijnych. Widząc ogromne rzesze wiernych, po raz kolejny doświadczyłem potęgi wiary. Byłem szczęśliwy, że mogę uczestniczyć w tej „homilii”, że mogę przekazać przesłanie Chrystusa, który mówi - Wszyscy, którzy pragną łask, dostąpią ich, jeśli zwrócą się do mojego miłosierdzia. Nie ukrywam, że wszyscy tych łask potrzebujemy, bo żyjemy w świecie, który nie tylko zapewnia nam podstawowe środki do egzystencji, ale też napędza do pożądania więcej i jeszcze więcej. To może stać się dla wielu z nas swoistą pułapką do zatracenia. Pan Jezus jednak obiecuje nam zbawienie i życie wieczne w szczęściu.
Marku, mam wrażenie, że my Polacy niechętnie poza kościołem mówimy o swojej religijności. Ty przez pieśni, które śpiewasz w „Oratorium” odsłaniasz tę cząstkę samego siebie przed publicznością. Czym dla Ciebie jest wiara?
Czy nie łatwiej chwalić Boga w kościele? Kiedy zapytałem mojego kolegę, niezwykle spokojnego, ale jak się okazało, przeżywającego poważny kryzys - Stary, jak ty to robisz, że w tym wszystkim jesteś takim dobrym człowiekiem? Odpowiedział - …Trzeba się bardzo, bardzo starać.... I ja się staram, lecz przyznaję, że nie bardzo mi się to udaje. Również z tego powodu, że jestem do dyspozycji wszystkich innych a najwięcej cierpią moi najbliżsi. Więc, jeśli mogę o coś prosić Boga, to o miłosierdzie dla mnie. Śpiewam tę prośbę publicznie za siebie i za innych. To jest również łaska, za którą dziękuję. Wiara to łaska przetrwania.
Trzymam kciuki :)) i dziękuję za szczerość. Marku, jesteś bardzo znanym i utytułowanym wokalistą jazzowym w Polsce i w Europie. Jak się nim stałeś?
Dzięki za miłe słowa. Zaczynałem od form najprostszych, grając w dzieciństwie na akordeonie i dalej na gitarze. Śpiewałem piosenki wszystkich największych polskich wykonawców, począwszy od Czesława Niemena, do Trubadurów, Skaldów, Czerwonych Gitar, Tadeusza Nalepy, Marka Grechuty. Ale najbardziej zawrócił mi w głowie Stevie, Wonder, który nauczył mnie niezwykłej organicznej ekspresji i determinacji w śpiewaniu. Ten wachlarz bardzo zróżnicowanych postaw artystycznych, z których czerpałem inspirację i technikę, spowodował jednak potrzebę samookreślenia. Postanowiłem więc zaakceptować siebie i moje własne brzmienie takim, jakie one jest. Niekoniecznie tak wielkie jak moich idoli. Wydaje mi się że odnalazłem swój własny język, swoją kreację, ekspresję i język właśnie w jazzie. Dużo ćwiczyłem i poznawałem standardy. Występowałem z przeróżnymi artystami jazzowymi ucząc się od nich i inspirując ich zarazem. Jazz to przygoda, wolność i niezależność. Od standardów przeszedłem do własnych kompozycji. Śpiewam teraz przeróżne tematy instrumentalne i songi lecz rozwijam je poprzez wokalizę lub improwizację scatem na własny chyba już rozpoznawalny sposób. Wgryzając się jednak głęboko w treść lub ją sylabami sugerując.
Jesteś jeszcze rozpoznawalny jako autor świetnych zdjęć. Jest to dość odległa od muzyki dziedzina sztuki. Skąd to zainteresowanie?
Jest to kontynuacja mojego podstawowego zawodu artysty grafika. Studiowałem na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, na wydziale grafiki u św. pam. profesora Mieczysława Wejmana. Ponieważ uprawianie muzyki wiąże się z przemieszczania się, z tworzeniem na żywo, zaniedbałem sztuki plastyczne, które wymagają przecież skupienia i samotności w ciszy pracowni. Jedynie moje stare prace wędrują po galeriach. Obecnie tworzę multimedialne spektakle ŚPIEWOBRAZY, w których śpiewam, puszczam mój graficzny film video a w tle tańczą piękne tancerki. Fotografia cyfrowa zaś pozwala mi na szybkie notowanie obrazu i jego obrabianie. Gromadzę więc te fotki w mojej szufladzie „ na zaś…” Ponieważ często stykam się z moimi kolegami artystami na koncertach, postanowiłem zrobić „Foto Real Book „ odpowiednik „Real Book” – amerykańskiego źródła jazzowych standardów. Jednak moje źródło będzie zawierać portrety wybitnych polskich artystów i wielu innych ciekawych postaci. Tobie Jerzy dziękuję za piękne fotki jakie robisz.
Powiedz coś o Twoim jazzowym śpiewaniu. Jeśli chodzi o Jazz, mój główny styl, który uprawiam na co dzień, to mogę powiedzieć że dostarcza mi wiele doznań i przygód. A dzieje się to za sprawą wielu artystów, z którymi występuję i publiczności. W Art Galery Kafe śpiewałem z zespołem wybitnego chicagowskiego gitarzysty Maćka Barabasza. Po jednej krótkiej próbie wykonaliśmy razem moje kompozycje, transkrypcje utworów Chopina oraz standardy. Myślę że było miło. Koledzy grali pięknie tematy i wspaniale improwizowali, nadając każdej solówce inny charakter. Publiczność była skupiona i zasłuchana a czasem reagowała gromko i entuzjastycznie. Moi koledzy, Maciek Barabasz, Jeff Morrison, Jess Birch i Patrick Mulcahy byli bardzo mile zaskoczeni tak ciepłym przyjęciem. Grało się nam naprawdę dobrze. Dziękuję moim krakowskim przyjaciołom i wszystkim, którzy przyszli tego wieczora i stworzyli tak serdeczną, uskrzydlającą atmosferę.
Marku, jeszcze raz bardzo gorąco pragnę Ci podziękować za Twój wspaniały występ w Pop-oratorium i życząc Ci kolejnych sukcesów na scenie, mam nadzieję, że już wkrótce ponownie usłyszymy Marka Bałatę w Chicago. To ja dziękuję za zaproszenie na koncerty, ciężką pracę organizacyjną, gościnność, otwartość i obecność. Mam nadzieję na ponowne spotkania. Do zobaczenia.
Dziękuję za ten wywiad. Jerzy Pasternak
|